Dookoła Polski po raz drugi...

Dookoła Polski po raz drugi...

Wyjechałem z Krk 12 czerwca, wróciłem 12 lipca... 7014km + około 30 000m w miesiąc. Ot i cała "historyja", nie ma o czym więcej pisać. Dziękuję za uwagę... Matko Święta, nie wystarczy Wam? Boże nic tylko wymagania, wymagania. Za równo miesiąc 24 czerwca startuję na 3 "kółko" dookoła Polski. Można kliknąć i zobaczyć jak sprawa wygląda, a i gdy ktoś ma możliwość i chęć, to gdyby tak mógł przenocować strudzonego wędrowca, żeby mi tak na łeb nie kapało w nocy i komary nie gryzły. Czyli jeszcze mi się nie znudziło...

Ok, do rzeczy i jedziemy ze streszczeniem. Dla tych co ich nie interesuje co się działo w trakcie link prosto do fotek. Jest ich dużo, a wyciąłem i tak mnóstwo (początkowo około 2000 bez dubli, po odsianiu słabszych jakieś 700, koło 500 poszło na Stravę do odpowiednich treningów). Każde po powiększeniu ma (lub będzie mieć) podpis, więc w razie czego możecie się dowiedzieć co to i gdzie to. Ew. patrząc na dzień możecie wejść sobie na Stravę (każdy dzień ma mapkę) i zobaczyć dokładnie gdzie dane miejsce zostało zrobione. Najpierw mapa, która wygląda jak spod ręki człowieka w zaawansowanym delirium:


Tak jak rok wcześniej na wyprawę dało się spakować w jedną torbę Apidura 17.5 litra. Dość droga zabawka, ale warta swojej ceny. W tym roku będzie dodatkowo jedna torba ala leniwiec. Ale o tym za miesiąc. Nie było, ani za dużo, ani za mało. Poniżej na zdjęciu jest co zabrałem ze sobą i w sumie wielkich zmian nie wymaga.


A tak wyglądał objuczony osiołek z całością dobytku z tą różnicą, że zamiast trójkątnej torby był drugi bidon co pozwalało na rzadsze wizyty w sklepach. Całość bagażu + bidony ważą około 8kg.


Jeżeli chodzi o sprzęt: rower, ubrania, etc. to wszystko niemal tak samo jak rok wcześniej, więc zapraszam do tamtego wpisu, gdzie są zdjęcia tych rzeczy. Kto nie czytał to ogólnie polecam poświęcić na to chwilkę, bo jest trochę opisanych wrażeń ogólnych co do Polski. Nic dwa razy w życiu się nie zdarza i nie zdarzy, więc i ta wycieczka różniła się trochę od swojej poprzedniczki:

Dobrzy ludzie:

Na pierwszej wyprawie przeważali maturzyści, którzy mieli najdłuższe w życiu wakacje i postanowili mnie do siebie zaprosić na nocleg, paru tylko nie przedyskutowało tego z rodzicami, więc w 2-3 przypadkach kilka dni przed planowaną wizytą okazało się, że mama jednak nie pozwala, Ogólnie jednak fajna młodzież, część udało się nawet zarazić kolarstwem. Na drugiej wyprawie zdecydowanie dominowały pary, małżeństwa czy też całe rodzinki z małymi dziećmi - najwyraźniej okazało się, że rok wcześniej nikogo nie okradłem, nie udusiłem, a i od gwałtów udało się powstrzymać. W tym roku też nikt się nie wysypał i nie musiałem szukać noclegu na ostatnią chwilę. Strasznie dużo rozmów, kolosalnie zarwane noce, skumulowane niewyspanie, ale człowiek nie chciał stracić okazji na pogadanie z nowymi ludźmi. Mniej też było noclegów w hostelach/pensjonatach etc.

Tereny:

Tutaj już drugie podejście wyglądało "gorzej", jazda po "gorszych" terenach. Co było niejako nieuniknione ponieważ trasa przebiegała dalej od granicy, żeby zobaczyć nowe tereny. Odpadły niemal całe góry na południu, bardzo dużo równin, a jak wiadomo na płaszczyznach cudów w widokach nie ma. Niestety powodowało to dość mocne psychiczne znużenie.Ileż można patrzeć na rzepak, ciągnące się po horyzont pola ziemniaków, no i też zawsze to pagórki czy górki łamią "monotonię mięśniową". Człowiek musi wstać, coś mocniej popedałować, a nie 8-10h dziennie jednostajnego kręcenia. Z drugiej strony brak przewyższeń na pewno pomógł spokojnie przejechać całą trasę bez żarzynania się.

Pogoda:

To prawie jak temat na osobną historię. Praktycznie 3 z 4 tygodni z deszczem. Bywały dni gdzie lało cały dzień, gdzie padało przez większość dnia. Góra tydzień było takich, gdzie nie byłem przemoczony, a jak to w lipcu wtedy też konkretne upały. Tegoroczny rekord to 37.1 - stan podgorączkowy w pogodzie. Odczyt w ruchu, gdzie od asfaltu ciepło dodatkowo robiło robotę. Ale zarówno deszcz jak i upały udało się przeżyć.

Osiągi:

  • Dużo lepszy rok 2016 vs 2015.
  • Czas: 31 dni vs 29 dni,
  • Dystans: 7014km vs 4810km,
  • Przewyższenia: 30 000m vs 35 000m,
  • Średnio dziennie: 226km vs 166km
  • Czas w siodle: ok. 280h vs ok. 220h (średnia 25km/h vs 22km/h)

Towarzystwo na trasie:

Kilka osób więcej postanowiło ze mną popedałować. Niektórym chciało się to zrobić dojeżdżając ładny kawałek trasy. Część z gospodarzy, u których nocowałem wyjechała mi na przeciw. Ogólnie było Was więcej, dalej, mocniej.

Streszczene

Poniżej streszczenia wszystkich dni wyprawy. Nie wiem na ile kogokolwiek to interesuję, ale jest to też rzecz dla mnie, bo na poprzedniej wyprawie tego nie zrobiłem i potem żałowałem, bo dużo rzeczy pozapominałem. Teraz z notatek i wpisów na #rowerowyrownik mam możliwość lepszego udokumentowania wszystkiego. Kiedyś wrócę do tego i sobie poczytam, żeby się pouśmiechać. Jest tego dużo, ale nie chcę tego rozbijać na strony. Zawsze mnie męczy jak ludzie robią strony pod kliknięcia i każdy minirozdział osobno. Nagłówek dnia jest klikalny i można sobie bez problemu rozwinąć i poczytać opis konkretnego dnia wraz z mapą i odnośnikiem do Stravy.

Dzień I: Start! (12.06.2016)

W tamtym roku przed pierwszym dniem wyprawy spałem bodaj 1h, bo kończyłem ostatnie zlecenia. Obiecałem sobie, że w przyszłym roku tak nie będzie... i można sobie obiecywać. Choć tym razem 3h jednak spałem. Pobudka o 7 i o 8 już jedziemy z #rowerowykrakow: @Cymerek, @kiwacz i @darkemolt. Był nieśmiały plan wystartowania wcześniej, ale chłopaki nie byli przesadnie przekonani do wstawania o pogańskich godzinach.

W Pieskowej Skale dwóch ostatnich panów zwraca, a z @Cymerek jedziemy na spotkanie @Mortal84 @byczys i @Marcin_od_Tribana pod Pustynię Błędowską. Szybka rundka po zamkach Szlaku Orlich Gniazd (Ogrodzieniec, Mirów, Bobolice, Olsztyn) i żwawo kontynuujemy jazdę do Częstochowy, gdzie obiad w wykwintnej restauracji McD i dołącza do nas @Jarython. Obowiązkowo ikona Częstochowy, czyli Jasna Góra. Na pociąg do Sędziszowa ucieka @Cymerek, a reszta ekipy za chwilę uderzyła na południe do domów. Zostaliśmy z @Jarython sami na ostatnie 100km, a w Świerklańcu dopadł nas @Ned i razem dojechaliśmy na kebaba w Radzionkowie.

Na 300km brakło czasu, bo dojechałem o 21, ale sił jeszcze było mnóstwo. W górę ~ 2000m wg Sigmy. Nocleg u nowożeńców, znalazłem ich na Couchsurfing, ale okazało się, że i tak Wykopki, a o mojej wyprawie gdzieś czytali. Świetni ludzie, ze 2h pogaduch, małe % i do spania, bo o 6 pobudka.

Z jedną osobą z którą jechałem związana jest ciekawa historia, a dokładniej zbieg okoliczności. Mieszka teraz on w okolicach Bytomia, pochodzi znad morza i bywał na piwie u jednego nadmorskiego Wykopka, u którego nocowałem na zeszłorocznej wyprawie. Świat jest mały, nie?

Dzień II: Płasko jak w Opolskim (13.06.2016)

Płasko jak w Opolskim, a wszystkie drogi prowadzą do... Paryża! Wioska zabita dechami, nie wiem czym ci Francuzi tak strasznie się zachwycają. Poprzedniego dnia urodzaj towarzyszy podróży wymagał dla wyrównania poziomu szczęścia, abym przez cały dzień jechał sam - nie napotykając żadnego kolarza/sakwiarza przez całe 300km. Opolszczyzna nie obfituje w górki, czy szczególnie urokliwe krajobrazy, za to pałacyków i dworków mają sporo toteż trochę tego zobaczyłem.

Początkowo pomocny lub boczny wiatr, ale druga połowa z wmordewind co byłoby nawet sprawiedliwe, gdyby nie fakt, że zaczęło padać. I tak kilka razy mnie zlało w drodze do Nysy, gdzie nocleg u @kaczmar119. Na kolację sałatka i pizza zrobiona przez jego żonę, piwko i spoko pogaduchy. Polecam tego Wykopowicza!

Przemiła historia z Nysa. Wjechałem na rondo przy Wieży Bramy Ziębickiej i ktoś krzyczy. Spoko, niech sobie krzyczy, na pewno nie do mnie. Znów ktoś krzyczy. Odwracam się i jednak do mnie. Okazuje się, że dziewczęta opijały obronę pracy i przynajmniej jedna z nich to Wykopek. Życzenia powodzenia itd. a ja niestety musiałem się szybko zwijać, bo ustawiłem się z hostem na godzinę. Dziewczyna w wałkach na głowie (chyba, bo balkon na jakimś 4 piętrze był) nie ujawniła się niestety do dziś, więc nie miałem okazji podziękować jak człowiek, a nie jak dziki w pędzie. Nick wyleciał mi z głowy, niemniej jednak szalenie miła sprawa!

Średnia 27km/h taka sobie, ale lało i jakoś człowiek wtedy mniej zapieprza. W górę raptem 1000m, więc 3 impy... Niemniej jednak po ~270km dzień wcześniej i z bagażami nie było najgorzej.

Dzień III: Srebrna Góra (14.06.2016)

Pierwsze 100km to deszcz na przemian ze słońcem. Pół godziny deszczu, obeschnie człowiek, to znów przemoczy do spodu. Ściągniesz przeciwdeszczowe łachy, to zaczyna padać. Złośliwość rzeczy martwych. Aż do 17-18 dość mocny wiatr rzecz jasna w wersji wmordewind.

Drogi w Dolnośląskim macie tragiczne. W porównaniu z Małopolską jest źle, a z Podkarpaciem to już w ogóle... Jeszcze te wszechobecne bruki, które chcą mi wytłuc resztki mózgu przez uszy... Ja rozumiem, gdzieś w mieście fragment jako element spójności wizualnej na rynku, etc. Ale przez jakieś zabite deskami wioski? Sam z takiej zabitej deskami wioski pochodzę, ale cieszy mnie strasznie, że jednak asfalt jest i to świetnej jakości.

Najfajniejszy punkt programu, to Twierdza Srebrna Góra, 300m w górę podjazdu i rzecz jasna bruk... Ale widok spoko, sama twierdza też. Ząbkowice Śląskie faktycznie pasują do Frankensteina. Ogólnie bardzo ładne kościoły ze strzelistymi wieżami, tylko w gęstej zabudowie i ciężko o zdjęcie.

Na ostatnie 20km dołączył do mnie @boroskov, który pofatygował się aż 50km z Wrocka. Do tego na jakimś MTB.

Nocleg w Świdnicy u @jpola, jego żony i kota albinosa. Mocno rowerowo zajawiona ekipa, a o dziwo żona nawet bardziej. Pogaduchy, kolacja, piweczko. Dzięki raz jeszcze za towarzystwo, kimę i pyszną kolację. Pierwszy dzień z przespanymi 7h, co choć trochę pomogło po ostatnich 4-5h mikrosnach.

Średnia 24km/h mocno taka sobie i już myślałem, że może jakieś zmęczenie, czy tam inny kryzys, ale popatrzyłem na Sigmę i tam 1900m w górę, a z moimi bagażami, to nie tak mało przy 200km.

Dzień IV: Niebo się otworzyło, a strumienie szlamu kryją zdradzieckie dziury (15.06.2016)

Ze Świdnicy start dość późno, bo ok 9, ale chciałem ciut odespać braki. Pierwsze 20km w cieple i bezwietrznej, słonecznej pogodzie. Zwiedzam Wałbrzych i otworzyło się niebo. Więc przerwa na b. wczesny obiad i po godzinie, jak deszcz zelżał, dalej jazda. Mokro... Bardzo mokro. Temperatura ani razu nie wskoczyła powyżej 15 stopni, więc suchy miałem najwyżej kaszel. Bym wiedział, to bym zabrał kufajkę i czapkę uszankę. Polskie lato jego mać!

Z większych atrakcji po drodze był Kościół Pokoju i Zamek Książ.

Okropnie dziurawe drogi, muldy, kałuże kryjące rzeczone dziury... Z Wałbrzycha znak na Jelenią, no to jedziemy tamtędy. Droga pod jakąś górę, bez asfaltu przez las, a wtedy znów zaczęło potężne lać i zrobiło się błoto plus rzeczki. W ogóle koło Wałbrzycha, nawet po asfaltowych drogach płynęły strumyki intensywnie pomarańczowego szlamu...

Przestało padać wieczorem, niedaleko Złotoryi, gdzie zameldowałem się u @Brant w jego hacjendzie. Pranie i suszenie przemoczonych łachów, prysznic, świetna kolacja i jak co dzień czas na pogaduchy. Z nim i jego rodzicami plus regionalne piwko i nalewka z derenia robiona przez tatę. Z czego to ludzie nie zrobią alkoholu... Takich "tatów" nam trzeba!

Miało być 200km, ale pogoda wiedziała lepiej. 2100m w górę.

Dzień V: Kucyk, śląskie legendy i mecz Polska vs Niemcy (16.06.2016)

Od startu przez około 50-60km towarzyszył mi kolega Łukasz Bachusz ze Stravy. Zawsze mnie to strasznie cieszy, jechało się znacznie żwawiej mając kompana. Podjechaliśmy najpierw pod zamek Grodziec, całkiem nieźle zachowana i umiejscowiona budowla, można pochodzić po galeryjkach, zwiedzić średniowieczny kibel aka dziura kilka pięter nad ziemią.

W Pałacu Brunów przerwa na fotkę - umyłem rower i od razu jakiś inaczej wygląda, nie? W taki oto sposób mój sprzęt uzyskał dodatkowego kucyka mechanicznego.

W Lwówku Śląskim przerwa na obiad i serwis rowerka, bo zapomniałem przed wyjazdem wymienić klocki hamulcowe i, po górkach z pierwszych dni, wyzionęły ducha.

Niedużo później, po obejrzeniu Zamku Legend Śląskich i okolicznych atrakcji (jak wielki drewniany jeleń trojański) rozłączyliśmy się z kolegą i już każdy sam w swoją stronę. Teren wyraźnie się wypłaszczył i końcówkę można było cisnąć 30km/h na luzie.

Pierwszy raz nocleg w hostelu, gdzie obejrzałem sobie mecz Polska - Niemcy i ze zgrozą zobaczyłem prognozę pogody na piątek...

Dzień VI: Nie narzekaj, bo zawsze może być gorzej, znacznie gorzej (17.06.2016)

W nocy zapowiadali załamanie pogody, gdzie zachód ma mieć przewalone, a wschód dramatyczne upały. I nie wiem jak wschód, ale zachód miał przewalone... Konkretnie przewalone.

Startowałem z Żagania, gdzie jest Stalag Luft III (ten od filmu "Wielka ucieczka"), więc chciałem go zwiedzić, ale znak "Uwaga ostre strzelanie" i zakaz wstępu. Nie planowałem sprawdzać, czy ta grożąca mi grzywna to na serio.

Całe 153km non stop deszcz, raz ulewny, że mało co widać, raz mocno kropiło, a przez 90% czasu po prostu mocno lało. Wiało w mordę z północy zgodnie z tym co Jarosław Kret obiecywał w telewizji śniadaniowej. Przydałoby się, przyśpieszając ewolucję, wykształcić skrzela i błony pławne. Nigdy, ale to nigdy jeszcze nie dało mi tak w pióro psychicznie i fizycznie (przemarznięcie). Ale że człowiek z gliny, a nie ptasiego gówna, to jakoś udało się doczołgać. Choć jak się okazało może być gorzej, gdy te same warunki ma się i w dzień i w nocy, jak to było podczas jazdy 1000km non stop.

Na noclegu wylądowałem u @wykopowa_ona i @mateolinho najwcześniej w historii, czyli o 16, ale przemoczony i przemarznięty byłem dokumentnie. Temperatura przez cały dzień nie przekroczyła 15 stopni, a jak wszystkie łachy mokre, to robi się cholernie nieprzyjemnie. Skóra na dłoniach jak po godzinie w wannie, totalnie rozmoczona. Aż bałem się, że ta rozmoczona na tyłku nie wytrzyma. Ale akurat tu obawy były płonne.

Rewelacyjne Wykopki, bardzo rozmowne i pomocne, a kolega na kolację zrobił kurczaka na wypasie. Polecam tych Wykopków, choć wielu z Was pewnie ich zna, bo gdzieś na Wykopparty bywali. Nawet w zimie na krakowskie dotarli.

Zdjęć praktycznie nie ma, bo nie było co fotografować, to raz, ale głównie to przez deszcz robiłem minimum przerw, bo zamarznąć szło. Dodatkowo dałem ciała i przegapiłem gminę Wymiarki do zaliczgmine i będę musiał w edycji 20017 nadrobić ten błąd.

Dzień VII: Aragorn w nowej zbroi vel Jezus ze Świebodzina (18.06.2016)

Dzień wcześniej mnie zlało, poranek jeszcze chłodny, a ja się nie mogę spod kołderki wygrzebać. Spało się wyśmienicie, a grawitacja łóżka nie chce puścić. Ptaszki śpiewają nad jeziorkiem, więc nie ma zlituj. Śniadanie z @wykopowa_ona, @mateolinho i ich miniaturką - czas w drogę.

Najpierw nawrotka na południe nadrobić zaległości z poprzedniego dnia. Później kierunek na Świebodzin... Matko jak absurdalnie wielki jest ten Jezus... Obowiązkowo wizyta w tamtejszym TESCO, które jak wiadomo, hehe suchar, powstało 5 lat przed Chrystusem.

Drogi dość dobre (poza okazjonalnym brukiem), puste. Puste to jest w ogóle dobre określenie na tamtejsze tereny. Pola, pola, lasy, lasy, zero ludzi, zero domów, miasto zwykle z b. ładnymi i monumentalnymi kościołami i znów nic.

Kilkukrotnie przerwy, bo deszcze i burze. Obiadokolacja w McD w Gorzowie Wielkopolskim. Miasto z kilkoma ładnymi budowlami. Nawet mi się podoba, tylko na wylocie z miasta (bodaj ulica 29 listopada) bruk...

Nocleg w wiosce w lesie (dosłownie) u Mirka pragnącego zachować anonimowość. Po raz kolejny małżeństwo z dzieckiem, co staje się niemalże regułą na tej wyprawie. W tamtym roku niemal sami maturzyści, teraz rodzinki. Piweczko, kolacja, opowieści o, jak się okazuje, niełatwej pracy leśnika i do spania. Akurat w TV leciały "Psy 2", więc diablog o wyrwaniu chwasta ululał do snu.

Dzień VIII: Są i dni niemal zupełnie bez historii (19.06.2016)

Witaj zachodniopomorskie! Płasko, bezludnie, bardzo dobre warunki do jazdy poza wiatrem, ale nie ma co narzekać. Taki trochę dzień bez historii poza Stargardem, który mi się spodobał.

W mieścinie Recz spotkałem @met_rafcio, ale razem przejechaliśmy tylko kilka km, bo kolegę zaczęły brać skurcze, a ja w pensjonacie w Ińsku musiałem stawić się do 20. Spotkałem go jeszcze raz po drodze, bo miałem pętelkę na trasie. 19:53 sklep do 20 i na 20 nocleg. Wszystko na styk. Mecz Rumunia 0:1 Albania do snu. To pierwszy wygrany mecz i 3pkt Albanii w historii ME, więc cieszyli się jak dzieci.

Dzień IX: M jak mordująca monotonia (20.06.2016)

Dość bezpłciowy dzień na szczęście z dobrą pogodą. Monotonia krajobrazu trochę męczy.

Niedaleko Drawska Pomorskiego biegła grupka 4 gości w koszulkach US Army. Pomachali, przywitali się i pobiegli dalej.

Na bruku Gryfic (zachciało się pizzy) wypadł mi telefon i potłukło się szkło hartowane na froncie. Trzeba będzie wymienić.

Nocleg w Płotach w pensjonacie prowadzonym przez starsze małżeństwo. Pani bardzo miła, jeszcze mi 10 zł opuściła na cenie. Najlepsze warunki do spania z dotychczasowych hosteli. WiFi rwało jak fiks, ale i tak tylko meczyk, gdzie miło było zobaczyć jak Walia pakuje 3 bramki Rosji i wysyła ich do domu.

Dzień X: Nocleg u zeszłorocznego znajomego (21.06.2016)

Pobudka o 6 rano, żeby zdążyć z trasą spokojnie na mecz Polska - Ukraina, ale za oknem leje... Ubrany dotrwałem do 8 i dłużej czekać się nie da.

Front na antistorm.eu wygląda na niewielki to zaraz przejdzie. Niestety jechałem na wschód tak jak on przechodził. Kolo 13 przestaje padać, a już tylko siąpi, więc można powiedzieć "plaża". Plaża nad Bałtykiem, ale jednak plaża.

Jadę do Karlina zobaczyć odwiert. Co tam jest (a raczej było) ciekawego? Ano największy w Polsce pożar odwiertu ropy, którego gaszenie trwało miesiąc i zaangażowało około 1000 osób. Wszystko wygląda super współcześnie, żadnych informacji. Bym nie szukał, bym nie znalazł. Rozmawiałem z panem na Orlenie i mówi, że tak strasznie nie było, łuna duża i widoczna z daleka, ale poniemieckie gospodarstwo zaraz obok przetrwało bez szwanku.

Burza, ostre padanie i wychodzi pierwsze tego dnia słońce, dzięki czemu miałem setki własnych tęcz z rozpryskiwanej przez TIRy wody na krajówce.

Nocleg u kolegi @vyrne, który pomagał mi też w tamtym roku. Przez ten deszcz ledwo zdążyłem na mecz. Mama @vyrne opiekowała się mną jak swoim dzieckiem, no wszystko i wszystko pod nos... Po meczu niestety praca, bo 10 dni mnie nie ma i kociokwik... Dobrze, że mój gospodarz użyczył mi kompa, to trochę ogarnąłem burdel.

Trasa na mój nocleg miała tylko 130km, więc pojechałem na południe, żeby było przynajmniej te 200km.

Dzień XI: Mój nowy ulubiony znak (22.06.2016)

Niewyspany, ale szczęśliwy. Czyste i suche rzeczy, wyprane nawet buty. Mama @vyrne przechodziła samą siebie, żeby mi pomóc w podróży. Zapowiadali ładną pogodę na cały dzień, jupi!

Jadę sobie na wschód i myślę, że w piekle jest specjalne miejsce dla ludzi uznających bruk za wspaniałą nawierzchnię oraz dla tych co każą drogi łatać "magiczną posypką" (taki żwirek z lepiszczem). Siedzą w kociołku ze smołą i wbijają sobie szpilki w dupę... W podobnym klimacie znaki o drodze w złym stanie technicznym przez 20km... Łatwiej niż naprawić jest postawić znak w stylu "mam w dupie drogę, ale chociaż Cię o tym poinformuję".

W Rosnowie pomnik z MiG 21 ku pamięci osób odpowiedzialnych za obronę lotniczą kraju.

Ktoś zna miasteczko Polanów? Tyłu matek z dziećmi, z wózkami i w ciąży nie widziałem chyba nigdy w życiu. Śniadanie jadłem naprzeciwko Biedronki na ławce koło domu pomocy społecznej, a tam 500+ pewnie, ale bez przesady.

Ach no i witaj pomorskie! Miło Cię znów spotkać. Pagórki, hopki, jazda góra-dół. Prawie jak w domu! Jakieś 2 impy na 100km, człowiek bardziej się męczy, szczególnie z bagażami, tempo spada, ale ile radości! Monotonia zabija, a tu fajnie.

Kościół Św. Anny we wsi Barcino, robię zdjęcia, a tam co chwilę jakieś takie piekielne odgłosy. Takie z głębi, z dużym echem i pogłosem. Nagle ryk i cisza. Okazało się, że obok jest taki zabudowy przystanek autobusowy, całkiem duży. Na ławce leżał, czy spał pan żul, a ten finalny ryk to był po prostu bełt. Pobulgotał coś w swoim języku, będącym efektem przeżarcia wódą (denaturatem) mózgu, i poszedł spać dalej.

Nocleg u @Wyrewolwerowanyrewolwer w Słupsku. Nocowałem u niego i w tamtym roku. Teraz on akurat w Gdańsku, ale była jego mama, która jeszcze przed moją wyprawą pytała czy będę w tym roku i zapraszała. Dobra mama. Dobra do tego stopnia, że rano poszła do pracy i zostawiła mnie z kluczami do domu. To się nazywa zaufanie.

Dzień XII: #drozdzowkarze nad morzem! (23.06.2016)

Mama @Wyrewolwerowanyrewolwer zostawiła mi klucze do mieszkania, więc mogłem pospać godzinę dłużej.

Pierwszy prawdziwie ciepły dzień. Przez całą trasę trochę pagórków, bo, choć wielu osobom wydaje się inaczej, Pomorze wcale takie płaskie nie jest (poza Żuławami), a Gdańsk wydaje się być jednym z najbardziej pofałdowanych miast.

Jak się okazuje drugi rok z rzędu nie nogi czy dupa są problemem, a oczy, które wysychają od gorącego wiatru w twarz. Krople, ale niewiele to pomaga i oko boli i piecze, a wzrok słaby.

Na 18:30 umówiliśmy się pod Galerią Bałtycką z @Ilana i @jak_to_mozliwe. Dołączyli @Adammik i @dyeprogr, żeby zachować tradycję #rowerowetrojmiasto, gdzie nie może stawić się na miejscu więcej jak 4 osoby. Wycieczka na Westerplatte moczenie nóg i rowerka w morzu i do @Ilana i @jak_to_możliwe, gdzie spałem. A propos Westerplatte. Byłem tam za dzieciaka i mam zdjęcie jak siedzę na czołgu. Pytam ekipy, a nikt o czołgu nic nie wie. Okazało się, że chyba z 10 laty temu został usunięty. Tak to jest jak się dzieciństwo miało tak dawno.

Z gospodarzami znamy się z rowerowej imprezy u @kocurkolandia, więc czas miło mija. Potem też mogłem się odwdzięczyć i gościć ich w Krk. Piweczko, świetne tortille na kolację, godzina pracy, bo na miesięcznym urlopie nigdy nie jest się całkowicie na urlopie i do spania.

Dzień XIII: Nadmorskie, afrykańskie upały (24.06.2016)

Drugi dzień upałów. W szczycie temperatura w trakcie jazdy wyskoczyła na 36.6, co jest miłym zbiegiem okoliczności.

Rano musiałem jeszcze popracować, na szczęście dzięki uprzejmości @Ilana oraz @jak_to_mozliwe, miałem dostęp do kompa, a co lepsze oni sobie poszli o 6 do pracy, mnie zostając klucze, więc mogłem pospać do 7.

Start o 9, spod meczetu na Abrahama z Adamem Kolarskim. Czyli znam już osobiście 3 (jeszcze Piotr Kloczkowski i Karol Michalski) z kilkunastu osób w Polsce, które zrobiły Everesting. Mnie na szczęście udało się do tej ekipy dołączyć ostatniego sierpnia 2016, robiąc Everesting na Kopcu Kościuszki w Krakowie. Pojechaliśmy oddać klucze, przez słynną w Trójmieście ulicę Reja. Niestety najgorzej upały znoszą moje oczy, więc do optyka po soczewki. Zmieniam co 2h komplet i oczy mniej wysychają. Szybki obiad i w Kowalach już każdy w swoją stronę.

Obowiązkowa wizyta na zamku w Malborku i świetny, choć zamknięty (remont) most do Tczewa... A także obligatoryjna wizyta w Sztumie. Ktoś mi powie dlaczego akurat Sztum jest tak popularny? A dokładniej ich zakład karny.

Nocleg pod Pasłękiem u kolejnego (i nie ostatniego) leśniczego dzięki uprzejmości @becyklon. Bardzo sympatyczna i pomocna rodzinka. Tata robi nalewki, więc i degustacja była. Spanie o 2 w nocy... No to wiadomo jak się wyspałem na następny dzień. Ale szalenie miło jest sobie pogadać z ludźmi.

Ktoś chciał wiedzieć ile piję w takie upały, więc przykład z tego dnia. 0.5l wody do śniadania i 0.75 do bidonu. 0.5l Coli, 4.0l Nestea Tea, 0.5l herbaty do kolacji i 0.5l piwa. Pewnie 6.75l o ile o czymś nie zapomniałem. Jak widać trochę tego jest. Więcej niż dwukrotne normalne dzienne spożycie.

Dzień XIV: Kanał Elbląski (25.06.2016)

Okazuje się, że nocowałem blisko ewenementu na skalę światową, czyli pochylni Kanału Elbląskiego. Toteż po śniadaniu ja na rower, a @becyklon samochodem i jedziemy zobaczyć ten fenomen. Cała machineria napędzane płynąca wodą.

Pogoda porównywalna z poprzednimi dniami, ten sam upał, ale od czasu do czasu na niebie delikatna mgiełka, która blokowała nieco słońca.

O 15 mecz Polska - Szwajcaria (czekałem na mecz Polska - Islandia w finale, no niestety), ulice jak na dzikim zachodzie. Zero samochodów, zero ludzi. Akurat jak Błaszczykowski strzelił bramkę, to byłem w Ornecie, a tam dostaję info, że most zamknięty. Nic, jadę sprawdzić czy może tylko dla samochodów. Wysoki i rozwalony. Dopadł mnie cieć i dostałem (słuszny) opierdol za szwędanie się po budowie, ale potem pokazał mi mostek, który jest dla pracowników. Sporo noszenia rowerka z bagażami po piachu. Cała trasa mnie tak nie umordowała jak te 100m.

Niedaleko spotykam @galonim i jego kumpla Piotr Sony i przez Lidzbark jedziemy nad Jezioro Symsar (którego nikt z lokalsów podobno tak nie nazywa). Po drodze na podjeździe pod lidzbarskie termy udało się zrobić nawet KOM. Na miejscu paru kumpli @galonim z przywitaniem. Grill, piwko i do spania.

Pozdrawiam wszystkich poza Burmistrzem. Pierwsza osoba w tym i tamtym roku, która mi totalnie nie odpowiada. Na szczęście to taki lokalny żulik, a nie osoba z "naszych kręgów".

Dzień XV: Początek i koniec u zeszłorocznych znajomych (26.06.2016)

Nic tak nie cieszy jak budzik o 6 rano, gdy idzie się spać po północy, bo w planie 260km. Na śniadanie makaron zrobiony przez @galonim, to można jechać. Pojechał ze mną jakieś 40km, za co dzięki, bo zawsze to raźniej.

Zapowiadali burze i ulewy, ale liczyłem, że uda się uciec. W Giżycku już słychać jak grzmi, ale chcę twierdzę Boyen zobaczyć. Nie można rowerem, nie można nawet roweru do środka wprowadzić. Chyba ten upał (nadal było ponad 35 stopni) dopiekł pani ma kasie.

@galonim oferował dętkę, ale nie brałem, bo żadnego kapcia do tej pory. No i jeszcze w Giżycku pierwszy, ale jak się okazało wada dętki, toteż moje oponki nadal polecam z całego chamskiego serduszka. Zaczyna się wichura i kropi, więc rura, udało się tak ścigać z burzą ze 40km.

Dopadła w jakiejś wiosce, przystanek nad jeziorem, spać się nie da, bo komary zagryzą, więc przekoczowałem godzinę z okładem. Ta burza i zapowiedź kolejnej zmusiła mnie do zrewidowania planów. Pojechałem prosto na Olecko. @SokoTheCat nie było jeszcze w domu, to się pokręciłem wokół jeziora. Byłem u niej też w tamtym roku, ale pomyliłem drogi i wylądowałem u sąsiada 300m dalej. A tu jak nie lunie... Cały dzień się udało w miarę sucho, a tu 5 min i mnie przemoczyło dosłownie do spodu.

Wieczorny standard, czyli kolacja, opowieści, robienie trasy na następny dzień i do spania. Pogaduchy tym bardziej miłe, że już się znamy. A potem dziewczę odwiedziło mnie również w Krk i nocowało u mnie. Tak to właśnie działa. Ktoś pomaga mnie, a i ja się staram odwdzięczyć.

Dzień XVI: Polski biegun zimna (27.06.2016)

Pierwszy raz zapomniałem nastawić budzik i dobrze, że @SokoTheCat mnie obudziła godzinę później, bo bym spał chyba do wieczora. Ale 7h snu to już był luksus. @SokoTheCat zrobiła git omlet, pomogła mi z czyszczeniem roweru, ale była leniuszkiem i swoją szosą nie pojechała ze mną jak w tamtym roku. Ale za pyszny omlet wybaczam.

Dzień z bardzo dobrą pogodą, cały czas zachmurzone niebo, ale bez deszczu, chłodno, świetny asfalt prawie cały czas. Trasa mocno pokręcona, bo musiałem nadrobić zaległości z poprzedniego dnia, więc co chwilę zmiana województwa.

Pod jednym z kościołów widzę dwóch kolarzy i okazują się to być @grajek91 na swoim białym Tribanie oraz @Salataa. Przewiozłem się z chłopami aż do Suwałk, gdzie pomogli mi się przebić przez miasto, pojechaliśmy zaliczyć gminę

Koniec końców wylądowałem w Szczuczynie u fanki świnek @fvck. Dziewczyna o bardzo dużym dystansie do siebie i poczuciu humoru, więc dzielnie znosiła moje najniższych lotów docinki. A ksywka "cham i prostak" nie wzięła się z niczego. Meczyk Anglia 1:2 Islandia była miłym zwieńczeniem dnia. Mój ukochany kraj wtulił "najsilniejszej lidze świata". Dwa nowe kapsle z piw z okolicznego browaru do kolekcji i dobranoc.

Dzień XVII: Białe niedźwiedzie na ulicach (28.06.2016)

Poprzedniego dnia @fvck pojechała ze mną kawałek rowerem, ale pada sobie z rana, więc tylko wydała mi rower i wraca do spania. A ja jadę twardo do Twierdzy Osowiec, bo podobno zajebista. Na miejscu okazuje się, że to teren jednostki wojskowej i wejście tylko z przewodnikiem. Dziś tylko grupy zorganizowane i nie można się do nich doczepić, a poza tym minimum 2h trzeba mieć. Tak czy inaczej lipa.

Asfalt raczej bardzo słaby całą drogę, mniej lub bardziej padać skończyło koło 15. Kawałek przed celem podróży spotykam @Czesiek_Hydraulik i razem jedziemy do Białegostoku, który strasznie mi się podoba (nie sądziłem, że kiedykolwiek wypowiem to zdanie). Ale o tym w następnej relacji.

Wylądowałem u @b__g (to ten fajny pan od #wykoppoczta) i @ewa321. McD na kolację i objazd samochodem miasta. Pałac Branickich mega, ale ogród obok to już rewelacja. Pokazali mi kamienie, z których każdy ma na sobie informację, są tam dzięki funduszom unijnym... Piwko, zrobienie trasy na następny dzień i kimono.

Dzień XVIII: Kocham Białystok, a bycie nieuważną pierdołą popłaca (29.06.2016)

Źle wyznaczyłem trasę poprzedniego dnia i musiałem się wracać na północ żeby nie mieć dziury w gminach. Wyjechałem, gdy @b__g i @ewa321 jeszcze spali. Jadąc po gminę przy okazji zobaczyłem ładny zamek w Tykocinie, choć to bardziej rekonstrukcja. Jechałem tam niemal non stop jakimiś DDR, a wzdłuż S8 jest totalnie nieuczęszczana droga o idealnym asfalcie. W pewnym momencie zatrzymuje się samochód obok mnie, a to właśnie @b__g i @ewa321. Bardzo miło z ich strony, że chciało im się mnie gonić.

Niedługo później kapeć, ale znów przy wentylu od strony obręczy. Nic tam nie znalazłem. Może po prostu felerna partia. Jakaś miła starsza Pani zaprosiła mnie na picie i umycie rąk po zmianie dętki.

Ogólnie bardzo urokliwe tereny przez cały dzień. Powrót do Białegostoku i tu szok... Rondo dla rowerów, no pierwszy raz w Polsce widzę. Kończy się DDR gdzieś w krzakach, to jest pętla żeby sobie nawrócić. Sporo ścieżek, wiele z nich z kostki, ale nie można mieć wszystkiego. Miałem jechać do Supraśla, bo podobno świetny klasztor, ale brakło czasu.

Nocleg w Bielsku Podlaskim u takiego jednego wariata @DragDay7 - to ten sam co w tamtym roku gonił mnie samochodem z kumplem, żeby zjeść ze mną obiad. Wariat ten próbował mnie zabić Oculusem. Mówi, że animacja z dinozaurem zbyt straszna, więc da mi coś "łatwiejszego". Wieżowiec, stoisz na krawędzi.

- Mogę podejść do krawędzi?
- No.
- A jak wyjdę poza krawędź to spadnę?
- No.

No i ja na bezczela dwa kroki w przód, a tam meble... Człowiek zapomina, że nie jest w rzeczywistym świecie. Żeby nie to, że nie mam lęku wysokości to bym podszedł spokojnie, a ja lubię strasznie takie miejsca, to chciałem sobie spaść... Dobrze, że Oculus to przeżył, bo to 3k... Przy okazji tego dnia odwiedziłem "moja" wieś Rafałówkę! Jestem panem na włościach!

Dzień XIX: Polskie drogi takie piękne... Polskie drogi takie wkurwiające... (30.06.2016)

Rano próba rowerka elektrycznego... Meh, pomaga przy starcie, pomaga pod górkę, meh nie dla mnie... Jak tu się zmęczyć?

Na zdjęciu coś co występuje przynajmniej raz dziennie, gdy jestem na północy Polski, a i inne części kraju lubią zaskoczyć czymś takim. Momentami fizycznie nie da się jechać, czasami ucieka się na łąkę, z trawą po kolana, byle tylko nie pchać się przez ten syf. Po drodze Drohiczyn, gdzie jest Wzgórze Zamkowe z widokiem na zakole Bugu. No i kapliczka na polu gdzie lądował helikopter z papieżem. Dosłownie jako upamiętnienie miejsca, z którego startował helikopter z papieżem.

Szybka jazda do Sokołowa Podlaskiego. Wylądowałem u @Rymbaba. Zrobił świetną kolację, warzy własne piwko, więc żal było nie skorzystać ze sposobności spróbowania jego witbiera i stouta. Poopowiadał mi ciekawe rzeczy o zwierzaczkach i obejrzeliśmy razem pierwszą połowę Polska - Portugalia. Potem poszedł do pracy, więc obowiązki hosta przejęła żona. Dogrywka, karne i do spania (a nasi niestety do domu). A dokładniej, to praca, tworzenie trasy na następny dzień i do spania.

Dzień XX: Nudziło mi się, to sobie pojechałem do Warszawy (01.07.2016)

W nocy padało, ale nad ranem przestało. Śniadanie i w drogę. Żeby dzień nie był stracony to mimo upałów dwa razy mnie zlało. Pogoda na tej wyprawie zna tylko dwa warianty 35 stopni lub deszcz. Czasem symultaniczne.

Na początku pomysł z Wawą wydawał się być całkiem spoko, bo weekend, więc ludzie mają wolne. Ale to był akurat weekend gdzie #szosowawarszawa wydumała, że warto pojechać do Krakowa. Część kozaków wyjechała z Wawy, a jeszcze innym się nie chciało. Pomysł na wizytę w Wawie, która jakby nie jest bardzo, bardzo blisko granicy, wziął się z dość poważnego wyprzedzenia terminarza. Wyprawa miała trwać miesiąc, więc jakoś by go wypełnić.

Mazowieckie nie zaskoczyło krajobrazem. Płasko, mega płasko, można zrobić 200km i sobie odpocząć. To plus, bo widoki raczej średnie, za to trafiły mi się dobre drogi. Nie kojarzę nic z zabytków na trasie...

Ostatnim sprawiedliwym z Wawy był @piotreeek, który wyjechał po mnie i razem już wybyliśmy pod Pałac Kultury na obowiązkową fotkę. No nie polubię tego miasta. Za duże, za tłoczne dla mnie.

Z @piotreeek i jego żoną spędziliśmy naprawdę miło wieczór. Maestro realizował się w kuchni robiąc kolację. Modelarstwo, medycyna, AutoCAD, elektronika i szosa... No człowiek renesansu.

Dzień XXI: Wiktoria, bleh (02.07.2016)

Maestro @piotreeek tym razem na śniadanie zrobił jajeczniczkę i tak naładowani pojechaliśmy razem na wschód przebijając się przez całą Warszawę. Ale to sobota, Warszawa o 8 rano jeszcze śpi, więc na luzaku pustymi ulicami. Filtry, Stadion Narodowy, gdzie, przed szczytem NATO, stoi sakramencko wielki dron. Trochę tulania się po podwarszawskich gminach, coby mieć tego trochę do kolekcji.

Po około 90km rozdzielamy się. I dzięki wielkie raz jeszcze za jazdę, bo czas w trasie się ciągnie niewyobrażalnie wręcz. Nieustannie ostre słońce i upalnie, do tego stopnia, że pierwszy raz w tym roku spiekło mi nos... Z kolegą wcześniej pojechaliśmy po gminę. No i okazało się, że jednak nie dojechaliśmy do niej, o czym kapnąłem się po 20km, więc musiałem zrobić to raz jeszcze nadkładając kolejne kilometry po piasku do miejscowości Wiktoria. Opromieniony tym zwycięstwem i radą kolesia na wózku:

O proszę Pana, w tamtą stronę, to asfalt za 10km...

Wracam na główną drogę po tych samych piaskach co wcześniej. Nocleg tym razem w hostelu w Międzyrzecu Podlaskim (który jest w woj. lubelskim), bo nie było żadnego dobrego Mireczka w okolicy. Nocleg, którego nazwę z litości pominę, ale warunki ala wczesny PRL... Jeszcze w nocy przyszła jakaś baba i przez kilkanaście minut tłumaczyła właścicielowi, że ma problemy alkoholowe i żeby ją zrozumiał. Za pomocą jakichś 8 słów... Kilkanaście minut...

Dzień XXII: Chełm - miasto bez deszczu (03.07.2016)

Poprzedniego dnia widziałem jaki fuks miała #szosowawarszawa, bo ogromny front, na cała Polskę, szedł z zachodu i do Krakowa dotarł jak już wpakowali tyłki w pociąg. Do wschodniej granicy dotarł niestety nad ranem jak ruszałem.

Zapieprzałem jak dziki, bo o 8:30 pojawiło się malutkie okienko. Przez 120km siedziałem na granicy tego frontu i okienka. Czasem zlało, czasem tylko wiało, ale był to pierwszy dzień od dawna, gdzie cisnąłem jakieś 80% możliwości, żeby dojechać jak najdalej zanim uderzy front szeroki na kilka godzin porządnego deszczu. No i około 130km burza wygrała. Nie pozostało nic innego jak moknąć i jechać dalej.

@CapaciousCore wyjechał po mnie do Sawina. Sawina, który okazał się być jedną z najlepszych rzeczy tego dnia, bo był tam czołg! A wyprawa bez czołgu, to nie wyprawa.

Chełm nadaje się świetnie do rozganiania frontów burzowych, więc i tym razem kawałek przed Sawinem przestało padać, a na antistorm.eu widać pięknie jak front rozdziela się tam na dwie części i omija to miasto.

Odrobinę zwiedzania Chełma (nie Chełmu). Widziałem m.in. ogromną kopalnię odkrywkową. Kopalnia wielkości pewnie 1/4 miasta (strzelam). Wizyta w Kozaku na pizzę. Piwerko w domu kolegi, potem świetna kolacja i rozmowa z jego mamą o betonie i cemencie, bo kredą i cementem Chełm stoi. To jest właśnie cały urok takiego podróżowania jakie ja uprawiam. Ląduje się u najróżniejszych ludzi i dowiaduje najdziwniejszych historii.

Dzień XXIII: Pykło 5000km - plan minimum zrobiony (04.07.2016)

Z @CapaciousCore z rana wybraliśmy się wyjechać na górkę w Chełmie. Panoramka, potem DDR na Żółtańce wśród misiów. Dzięki kolego!

Niemalże w momencie, gdy się rozdzieliliśmy skończyły się dobre drogi. I tak przez kolejne 100km aż do Zamościa, bruk (choć całkiem ciekawy, bo z cegłówek), łąki albo asfalt w 100% składający się z dziur i łat. Przez kilka kilometrów potrafiło nie być ani metra równego asfaltu. Kraina zapomniana przez Boga, ludzi i drogowców. Strava i Google też mądre, bo najwyraźniej jak kiedykolwiek przejechał danym terenem traktor, to już droga i tyczy tamtędy trasy.

Tego dnia wypadło akurat 5000km. Nie ma źle.

Zamość całkiem ładny, szczególnie Rynek, ale rozstawiono tam jakąś scenę. Twierdza Zamość została zamieniona w galerię i przy wejściu jest rozpiska, gdzie idzie się do "odzieży męskiej", a nie którędy do zbrojowni...

Pierwszy pagórkowaty teren od dawna, nie powiem, że górzysty, bo to nadużycie. Miłe pagórki łamiące monotonię. Zarówno jazdy jak i krajobrazu.

Od tego momentu niemalże wyłącznie drogi krajowe i wojewódzkie, więc było całkiem znośnie. Szczególnie odcinek Tomaszów Lubelski -> Lubycza Królewska spoko, bo szeroka droga, a zamknięto z okazji ŚDM mały ruch przygraniczny i nie ma kto jeździć. Z Tomaszowa odebrał mnie mój host, @fordomaniak, przejechaliśmy się kilkanaście km i do domu. @fordomaniak to koleżka, który rok wcześniej gonił mnie samochodem i dopadł gdzieś pod sklepem, żeby mi dać wodę, banany etc. Bardzo miłe. Jego żona upichciła kolację, kolega wyciągnął wino z tarniny własnej produkcji, a ja uprawiałem multitasking czyli tworzenie nowej trasy, rozmowa, odpisywanie na maile itd. Wszystko się da.

Dzień XXIV: Dziwne ludzie... Ufają mi... (05.07.2016)

@fordomaniak z żoną poszli rano do pracy, ale zostawili mi klucze, więc mogłem ogarnąć trochę życie. Podjechałem do niego oddać mu je i dawaj w trasę. Na początku pomnik ofiar w Bełżcu. Trochę skrzywione Oświęcimiem mam wyobrażenie o takich miejscach. A tu zarówno Bełżec, Sobibór i inne obozy/miejsca zagłady mają zwykle jakiś pomniczek i śladu nie ma po tych miejscach (nawet rekonstrukcji).

Dzień ze świetną pogodą, słoneczko, ale nieupalnie, bez deszczu, nieco wietrznie, ale nie można mieć wszystkiego i nie ma co narzekać.

Po drodze po raz pierwszy od dłuższego czasu udało się zawadzić górkę (420m) na Pogórzu Dynowskim. Miła odmiana od płaszczyzn Lubelszczyzny.

Po drodze Leżajsk i Przeworsk, a finisz w "rodzinnym" Rzeszowie, gdzie z Rynku o 22 po pracy odebrał mnie @zukikiziu i pojechaliśmy domu. Bajdy i bajania, niemalże tradycyjne już piwko, tworzenie tras i do spania. Nie jest łatwo nie dojechać do Krakowa będąc tak blisko, a mając jeszcze kilka dni. Mama też była niepocieszona, że 50km do domu, a nie wpadłem. No, ale to znane mi tereny, a na wyprawie chodzi o to, żeby poznać maksymalnie miejsca, gdzie mnie nigdy rowerem nie było.

Dzień XXV: Witaj moje rodzinne Podkarpacie! (06.07.2016)

Po śniadaniu z @zukikiziu, który to w wolnym czasie ogarnął mi jeszcze napęd, za co raz jeszcze dzięki (choć deszcz w ciągu dnia znów zasyfił wszystko) wyruszyliśmy z @Bolo92 w trasę na północ. Kolega specjalnie wziął urlop, żeby przyjechać ze mną całą trasę. Chwała mu za to.

Do Stalowej Woli, gdzie wieczorem nocleg, było tylko 65km, a gdzieś by te 200km zmieścić. Więc "esy floresy fantasmagorie" i kluczenie po gminach.

W Łańcucie przez megafon zostaliśmy wygonieni z terenu parku, bo na rowerach. To nic, że 10km/h (bo piasek sypał się do napędu), ale nie i już. Swoją drogą nie widziałem żadnego znaku, że nie można. Niemniej jednak nadal nie kumam zakazywania o ile ktoś nie szaleje.

Około 80km rozlało się (a to niespodzianka!) i padało przez 30-40km. Niby nie tak wiele, dość, aby miętolić jakieś kuwy pod nosem. Wiatr przez cały dzień momentami "huraganowy" 35-30km/h stale + podmuchy dwa razy silniejsze. No przeszkadzało w jeździe, nie ma co mówić. Na szczęście był @Bolo92, a jak wiadomo w grupie i nieszczęścia przyjemniejsze.

W Rudniku nad Sanem fotki z Pałacem Kultury i Nauki, a potem obiadek w fajnej knajpie "Pod lipą", gdzie czekała na nas miła obsługa rowerowo przyjaznych ludzi. Delikatne ostatnie odbicia po gminy i jedziemy do Stalowej, gdzie czekają na nas @faramka i @poco-mifejsbuk. Kolega urwał łańcuch po przejechaniu dosłownie 5m od spotkania z nami... Razem we 4 osoby kręcimy jeszcze około 20km, @Bolo92 ucieka rowerkiem do Rzeszowa, a my już na nocleg.

Pyszna kolacja zrobiona przez @poco-mifejsbuk i agrest (jupi!) od mamy @poco-mifejsbuk - mistrzostwo świata. Dobre piwka do kompletu, naprawdę ciekawe rozmowy i tyczenie trasy do domu, bo jeszcze 6 dni, a w linii prostej do Krk mam z 200km... Tutaj zaś trzeba jakoś upchnąć przynajmniej 1200km, ale... Damy radę! No i pisanie tej relacji + zaległej = znów się człowiek nie wyśpi.

Dzień XXVI: Bike Equipa Sandomierz (07.07.2016)

Start z @faramka i @poco-mifejsbuk, którzy specjalnie wzięli urlop w pracy, żeby pojechać ze mną trochę dłuższy kawałek. Start rano wśród "huraganowanego" wiatru - dawało popalić. Dojechaliśmy razem do Sandomierza, gdzie Bike Equipa Sandomierz stawiła się w kilkuosobowej reprezentacji. Pogadaliśmy o starych karabinach i mała rundka razem. Tego dnia jeden licealista z tej ekipy został Wykopkiem (tak powstał @lordkawaii) i dojechał ze mną, aż pod świetny zamek Krzyżtopór. Sprawiał wrażenie mocno zafascynowanego szosą, więc będą z niego ludzie.

Wiatr sakramencko wiał przez cały dzień, a ja robię zygzaki, żeby za wcześnie do domu nie wrócić. Znów ponad 200km trzeba zmieścić.

Nocleg w hostelu pracowniczym Hutnik w Ostrowcu Świętokrzyskim. Atmosfera gęsta od przemoczonych i przepoconych butów stojących przed każdymi drzwiami. Akurat było to w dniu meczu Francja - Niemcy. Więc towarzystwo pijane konkret, szczególnie jak Niemcy przegrali. Spanie więc koło 1 w nocy, a rano pobudka już o 5, bo oni do pracy wśród chóralnych "no cześć Janusz, widziałeś jak Francja dojeb... Szkopom?", no to pospane, bo niektórzy dopiero na 9.

Dzień XXVII: Wyprzedzam terminarz, to może by tak od innej strony do Warszawy? (08.07.2016)

Jak już wspomniałem w relacji z poprzedniego dnia spania wiele nie było, bo wielka była radość robotników w hostelu pracowniczym Hutnik po meczu Niemcy - Francja i poranek równie radosny...

Po drodze w okolicach Pionek opisywana już przygoda z panią negocjowalnego afektu. Ładne drogi, ładna pogoda, jazda raczej na luzie, ale do czasu...

Gdzieś w okolicach Ryczywołu spotkałem niespodziewanych i niezapowiedzianych @tytyrytek oraz @Mikkeler. Chwilę poświrowaliśmy, po drodze trafił się czołg, więc obowiązkowo foteczka i przerwa, coby godnie reprezentować #drozdzowkarze. Trochę za szybko przyjechaliśmy do Góry Kalwarii, więc gratisowa wizyta na zamku w Czersku.

W GK dołączyli @masash, @negrobella, @snowak, @ingvarr_zaag, @pietia94 i uderzyliśmy na "spokojne Gassy". Udało się trochę pary w nogach, mimo tych 6000km do tej pory zrobionych, zachować. Świetna atmosfera z ekipą, więc czas i kilometry leciały ekspresem. Wizyta w Decathlon Piaseczno i na Kabaty na makaron w ramach kolacji z @rdza i jej kolegą, po drodze degustacja win w pobliskim lokalu, a potem do nich na mieszkanie.

Na noclegu standard, czyli dużo gadania, "śmichy", druga kolacja, piwerko, bo kolega pracuje w alkoholach, to wiedział co dobre. Jakaś "śmiszna" wódka "The Bay" z przyprawami do owoców morza i solą też się przewinęła. Bardzo towarzyscy ludzie. Kolejny dzień męczenia trasy "na jutro", bo wszak do Krk blisko, a ponad 800km trzeba było upchnąć.

Z #szosowawarszawa jechało się tak dobrze, że... zapomniałem im zrobić zdjęcia, @masash też nie zrobił nic, na szczęście jego kamerka jest niezawodna i udało się wyciągnąć klatkę.

Dzień XXVIII: Wichura, ulewa, grad - dzień jak co dzień (09.07.2016)

Po śniadanku z @rdza i jej współlokatorem, trasa wypadła z Kabat na zachód przez Piaseczno i oczywiście, żeby tradycji tej wyprawy stało się zadość, pierwsza ulewa dopadła mnie już w Piasecznie. @michnic miał robić tego dnia 600km w 24h i, na jego szczęście niejako, rozciął oponę po 100km, co uratowało mu trochę imprezę, bo pogoda tego dnia była przeparszywa. Lało co chwilę, wiało pancernie, a w Tarczynie było oberwanie chmury z gradem. Na szczęście zrobił kolejne podejście następnego dnia i mu się udało. Polecam poczytać, bo dystans i wyzwanie zacne. Mamy na Wykopie trochę "szosowych świrów".

Po drodze godne polecenie miejsce to zdecydowanie Inowłódz z ładnym zamkiem i świetnym kościółkiem św Idziego na górce. Wydaje się malutka mieścinka o marginalnym znaczeniu, a bardzo sympatyczna. Tutaj podziękowania dla kolegi @brachistochrona, który pomagał mi i wrzucał info o atrakcjach na trasie (głównie zamkach). Właśnie w tych okolicach wypogodziło się wieczorem, co było okazją do przeschnięcia przez chwilę... Chwilę, bo w Tomaszowie Mazowieckim, już całkiem blisko noclegu, znów padało. Się dziwię, że nie zgniłem na tej wyprawie albo choć nie porosłem mchem.

Nocleg pod Opocznem u mojej koleżanki z Krakowa @WallaceMia. Nakarmiony po królewsku, piwko, dużo gadania z nią i jej rodzinką. Po pewnym czasie oni do spania, a ja przed kompa pisać zaległe relacje i ogarnąć trasę na kolejne dni. Ogólnie rodzinka @WallaceMia to dobre ludziska. Teraz mają trójkę pielgrzymów na ŚDM z Rosji.

Dzień XXIX: Krajobraz jak po wojnie (10.07.2016)

Jakby ktoś pytał, to podczas mojej wyprawy nie wiało wcale, ale to wcale... Dowody poniżej w zdjęciach, gdzie las w miejscowości Paradyż niedaleko Opola został totalnie zdewastowany. Krajobraz iście apokaliptyczny.

Pojechałem tam zaraz po śniadanku z @WallaceMia i jej rodzinką. Kilkanaście kilometrów zrobiła ze mną na swoim "komunijnym" rowerku za co gratki. Następnie przez Piotrków Trybunalski do Łodzi, gdzie @fvck uraczyła mnie kolacją. Wege kolacją, ale smaczną, a nie sądziłem, że przejdzie mi przez gardło w jednym zdaniu "wege" i "smaczne". Piotrkowska, "stajnię dla jednorożców" zahaczone po drodze.

Nocleg już u małżeństwa z Couchsurfing. Okazuje się, że kolega i koleżanka też Wykopki i czytali tag #lodz. I myślą sobie coś w rodzaju:

Te patrz jaki debil, na rowerze jedzie do Łodzi...

A tu nagle prośba ode mnie na CS o przenocowanie. Świat jest mały. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy, wypiliśmy piwko z Estonii, trasa na następny dzień i w kimę.

Dzień XXX: Uć kurka (11.07.2016)

Rano start z Łodzi od kolegi @strikerg i jego żony. Oni do pracy, a ja w drogę w kierunku na Częstochowę. Kolega chciał zachować anonimowość, ale potem sam się wysypał, więc jeszcze raz dzięki, tym razem publiczne.

Po drodze dzięki @isiowa, która podrzuciła mi info, że będę przejeżdżał niedaleko, udało mi się zobaczyć jedną z fajniejszych rzeczy z całej wyprawy. Mianowicie jest to widoczna na zdjęciu kopalnia węgla brunatnego i elektrownia w Bełchatowie widoczna z punktu widokowego w Kleszczowie. Ciekawostka - Kleszczów, to najbogatsza gmina w Polsce. Dobre drogi (choć jeżdżą nim głównie Jeepy z kopalni), dużo DDR, ogólnie widać, że kasa w gminie jest, choć bez jakiejś wystawności. Niedaleko tegoż miejsca minął szatański 6666km tej wyprawy.

Grzmiało i błyskało się, więc zebrałem się, żeby może uciec od burzy. W sumie spucowało mnie jak niemal każdego dnia tej wyprawy, a tak przynajmniej miałbym piękne zdjęcia burzy nad tym Mordorem. Bywa.

Stop w Częstochowie, której już nie chciało mi bo blisko domu i nieraz tam byłem (choćby pierwszego dnia wyprawy). Szybka wizyta w McD, zakupy na śniadanie i to by było na tyle. Nie udało się znaleźć noclegu u żadnego Wykopka, a w związku z pielgrzymkami trafił mi się chyba jeden z droższych noclegów w czasie całego wyjazdu, ale grunt, że było gdzie głowę złożyć. Przy okazji była okazja pogadać z chłopakami z Wietnamu, którzy nocowali w pokoju obok. Hasło do WiFi łączy ludzi.

Dzień XXXI: Finito! (12.07.2016)

Mimo trzymania kciuków szlag trafił nadzieje o przejechaniu choć tego ostatniego dnia o suchej dupie. Jak się potem okazało nie tylko dupie. Ok, chmury lecą na południe, więc może jak pojadę na zachód, to ominę ulewę. Bardzo szybko, bo po kilkunastu kilometrów widać, że nic z tego, a dogania mnie kolejna chmura. Rozpoczęła się ulewa, która była nawet gorsza niż ta, która dopadła mnie na trasie Żagań - Świebodzin. Jedyne co, to było ze 2-3 stopnie cieplej, a wtedy nawet mimo przemoczenia do spodu, chce się tylko umrzeć, a nie po prostu wpakować pod TIRa. Niemniej jednak był to najgorszy rowerowo dzień jaki kiedykolwiek mi się do tej pory zdarzył.

Ulewa, a momentami ściana deszczu non stop, drogi zalane, zalane, nieraz zalane na całą szerokość drogi. W okolicach Dąbrowy Górniczej wpadam w taką kałużę, a tam zalana dziura jak sam skur... Świetnie, dwa snake'y. Leje na mnie, ręce zgrabiałe, trzęsę się z zimna, a robi się coraz gorzej, bo człowiek stoi i się wychładza. Ok, po pół godziny walki z kołami i samym sobą, zabieram się za jazdę. I co? I szlag trafił mój telefon. Jestem w środku jakiegoś zadupia, a deszcz dał radę wodoodpornej Xperii Z3 Compact (miała jednak pęknięte szkło hartowane z tyłu, choć pękło samo z siebie w mojej ręce).

Ok, w sumie jestem blisko (kilkadziesiąt km) od domu, więc przecież trafię. Po drodze wpadam do jakiegoś domu i mówię starszej pani, że mam nietypową prośbę, bo umarł mój telefon i potrzebowałbym suszarki do włosów. U nich remont, nie mogła pani znaleźć, ale w końcu jest. Suszenie nie pomogło nic, ale choć tyle, że zostałem poratowany herbatką.

Deszcz daje czadu cały czas, a ja jadę krajową 94. Nie mam za bardzo wyjścia, bo nie mam jak nawigować. Normalnie to żaden problem. Teraz jest, bo leje tak, że mam wątpliwości jak dobrze kierowcy TIRów mnie widzą. W pewnym momencie słyszę jakiś huk. Okazuje się, że kilometr dalej ktoś wpakował się osobówką do rowu. Auto wyglądało dość słabo, momentalnie korek, na szczęście rowerem udało się przecisnąć.

W Olkuszu już zaczyna tylko siąpić, już myślę, że wszystko fajnie i zjechałem z górki za Olkuszem, żeby okazało się, że kapeć z przodu. Świetnie, bo nie nie mam dętek, ale mam łatki, git, ogarnę. Takiego wała. Wyrwał się wentyl z dętki. Pierwszy raz coś takiego w mojej "karierze", a łatką tego skleić się nie da. Jestem w miejscowości Kogutek, widzę jest jakiś zajazd. Pytam obsługę czy mógłbym mi skorzystać z ich telefonu, żebym mógł do ludzi z Krk coś napisać, żeby mi pomogli. Ni chuja, tacy pomocni. Próbuję łapać stopa z i bez rowerka do Olkusza, ale słabo, bardzo ruchliwa droga i nikt nie ma ochoty się zatrzymać (choć nie byłoby to problemem, bo stoję pod zajazdem).

Szwędam się po wsi pukając od drzwi do drzwi. W garażu jednego z nich (sołtysa) widzę szosę, więc jest dobrze, niestety nikogo nie ma. Idę do kolejnego domu, jest tam jakiś dziadek. Pytam czy mógłbym skorzystać z telefonu lub komputera, na co ten kazał mi spierdalać. Potem po wsi chodziła za mną jego żona i śledziła mnie co robię. Idę dalej... Otwiera jakiś młodzian, jest dobrze, tacy mają smartfony. Przyniósł, napisałem na Wykopie, że żyję. Po PW widziałem, że powoli mała panika, bo wszak od kilku godzin na live w Endomondo ślad się urwał w szczerym polu. Ojciec chłopaka, kierowca TIRa, zadzwonił do swojego brata, który wracał właśnie do domu i wstąpił mi do sklepu po dętkę. W oczekiwaniu na gumę miło pogadaliśmy z panem kierowcą o zagranicy, bo on głównie jeździ po Rumunii (m.in. trasą transfogarską). Jest i brat. Jak się okazało szosa, którą widziałem w garażu kilka domów wcześniej, to była właśnie jego, a sołtys siedział w domu tych ludzi, którzy mi pomogli. Toteż dzięki wielkie jeszcze raz obydwu synom pana sołtysa z miejscowości Kogutek, bo szalenie mi pomogli.

W pięknym słońcu jadę ekspresem do Krk, gdzie już niemal pod domem spotykam @kiwacz i @Cymerek. Jedziemy na Tyniec, bo trzeba trochę dokręcić do 200km i > 7000km w ciągu wyprawy/miesiąca. Po drodze dorwaliśmy @wspodnicynamtb, @trace_error i @louise_attack, którzy jechali z OTR. Powrót na Rynek, gdzie foteczka pod Kościołem Mariackim, szybki wypad na Kazimierz na burgera i do domu. Pod domem padł niekwestinowany rekord moich miesięcznych dystansów, czyli 7014km. Fura jazdy, mega satysfakcja. Nawet tego telefonu i przemoczenia przez 2/3 całej wyprawy nie szkoda.

KONIEC - zdjęcia trochę niżej

Dookoła Polski po raz drugi...

Lecim!

Czas start!
Maczuga Herkulesa - pewnie uczyliście się o niej w szkole
Pustynia Błędowska
Moje chłopaki
Zamek Ogrodzieniec
Zamek w Mirowie
Świetnie odnowiony zamek w Bobolicach, a chłopaki focą na Insta
Mirów w pełnej krasie
Cepeliada po polsku - tragedia
Jasna Góra
Coby nie same kościoły były na zdjęciach
Plusku, plusku
Love is in the air!
Są bunkry, więc jest zajebiście
Pałac Kawalera w Świerklańcu
Pałac w Brynku
Mnie się mieści najwyżej opona 28...
Jedno jedyne zdjęcie z koła
Rewelacyjne tłumaczenia
Przedmeczowa wojna polsko-niemiecka na flagi
Powiedzcie mi proszę o co w tym chodzi
Kościół Wniebowzięcia w Radomierowicach
Sorry @NadiaFrance, ale ten cały Paryż to jedna wielka wiocha!
Idzie pierwsze mokre...
Most na Odrze w Brzegu
Kościół Podwyższenia Św. Krzyża w Brzegu
Kościół Św. Mikołaja w Brzegu
Choć tyle, że ładniej po deszczu
Fajno!
PZPR! PZPR! PZPR!
Stary młyn w Grodkowie
Po lewej na balkonie widać kibicujące mi z balkonu dziewczę
Bazylika św. Jakuba i św. Agnieszki w Nysie
Moja wieś!
Zielono mi!
Bez glutenu, bez soi, bez mleka, bez jaj, bez sensu... Ale
Kochamy bruk, mokry tym bardziej
Dowód na to, że lało i to konkretnie
Kościół NPNMP w Niemczy
Poległym za ojczyznę
Prawdziwa chatka Frankensteina
Ło panie! Kto to panu tak spierdolił?!
Zamek w Ząbkowicach Śląskich
Mam słabość do takich kapliczek
Artyleria w Twierdzy Srebrna Góra
Srebrna Góra od środka
Widok na dolnośląskie ze Srebrnej Góry
Kościół WNMP w Bielawie
Kościół pw. Św. Antoniego z Padwy w Pieszycach
Wiatraczek odwiedzony z @boroskov
Kościół Pokoju w Świdnicy
Górki, góreczki
Wałbrzych
Tak skończyło się pierwsze i ostatnie 20km na sucho
Znak kierował na Jelenią Górę jego mać...
Szyb Witold
Zamek Książ
JP2 w tonacji Pudziana
Urokliwe to lotnisko w Świebodzicach
Zamek w Bolkowie
Upały
Browar Roch
Z górki do Jeleniej!
Kościół w Sędziszowej
Żegnajcie górki
Widok na zamek Grodziec
Widoczek z murów zamku
I z drugiej strony
Każdy chodzi tam piechotą
Jakaś ruinka
Aż chce się jechać dalej
Konik jaki jest każdy widzi
Więc idzie na spacerek ze mną
Jelen Trojański
Z Łukaszem pod Galerią Miliński
Ech i ostrość poszła w pi... pierony
Ukryta opcja niemiecka
Rower pod sklepem pana Chorwata w Bolesławcu
Daniele
I koniki grzywacze
Takiemu to nie wstyd dać się wyprzedzić
Zasłużony relaks przy piwku i meczu Polska - Niemcy
Stalag Luft III w Żaganiu
OK, nie będę ich testował czy grożą serio
Nowe szaty Aragorna
Wcale nie taki częsty obrazek w trakcie wyprawy
Most na Warcie w Gorzowie Wielkopolskim
Spichlerz Szachulcowy przy Rondzie Św. Jerzego
Goło, wesoło, obsrano
Katedra WNMP w Gorzowie Wielkopolskim
Piłaś? Nie leć!
Cudeńka z wikliny
Kościół w Racławiu
Kurde, no wiało, łatwo się nie jechało
Śniadanko
Nieczyste
Rowy
Przynajmniej ładnie jak już asfalt słaby
Kraina wiatraków
Kościół w Rokitach
Pyrzyce
Bóg, honor, ojczyzna
Heh, na ile sposobów można opisać krajobraz
Opactwo cystersów w Kołbaczu
(Polski) cukier krzepi!
Czu! Czu!
Zboże (prawie) po horyzont
Kościół w Sokolińcu
Moczenie stópek
Samotne drzewka są git
Towarzysz podróży przez kilkanaście km
Żółto-zielono mi
Kościół pw. Matki Boskiej Bolesnej - Chociwel
Redło - ładny im się udał ten kościółek
Pałac von Plötzów
Wykwintny posiłek w kameralnej atmosferze
Takim to by pojeździł
Smutne, mokre wiatraczki
Samotnik
Iskra
Kościół Matki Boskiej Różańcowej (Sława)
Rozdziobią nas kruki i wrony
Karlino, warto poczytać o katastrofie w tym miejscu
MiG 21, Zegrze Pomorskie
Przynajmniej są szczerzy
Lotnisko na drodze
Morderca
Nie radziłbym na tym siadać
Chabaź
Widoczek
Makowisko
Tunel
Rower nurza się w zieloność i jak łódka brodzi
Jak to się te kwiatki nazywają?
Wierny fan
Zamek Krzyżacki w Bytowie
Kościół Świętej Anny i żul za plecami
Wiewiór
Czołg w Słupsku (w tamtym roku też był)
Drogi jak zwykle w wysokim standardzie
Prosto z Troi
Dobrze, że przetłumaczono
W drodze na Westerplatte
Z #rowerowetrojmiasto na Westerplatte
NIgdy więcej wojny!
A może by tak nad morze?
Gdańsk
Wisła
Kot uznał, że jest za gorąco... i miał rację
Piękny most w Tczewie
Makieta zamku w Malborku
I wersja pełnowymiarowa
Byłem na policji w Sztumie, nie zgniłem!
Ładnie?
Sianokosy w pełni
Pochylnia Buczyniec na Kanałe Elbląski m
Krówki uznały, że tylko idiota wyłaziłby na słońce w tę pogodę
Powietrze jest doskonale zdrowe
Krówki anarchistki
Orneta w trakcie meczu ze Szwajcarią
Próba przedostania się przez remontowany most i opierdol na końcu
Polizei
Jedziemy z @galonim do Lidzbarka
Barszcz Sosnowskiego - jest tam tego sporo
Zamek w Reszlu
Reszel
Święta Lipka
Kętrzyn
A to ci nowość!
To zdjęcie kosztowalo mnie kąpiel roweru
Obiad w Złotych Arkadach - jakże częsty na tej wyprawie
Bohaterom września
Dobranoc
Wake up and be awesome!
Czerwononogi
Pieniążki
Polskie drogi, bo obraz jest więcej wart niż tysiąc słow
Ruiny Twierdzy Osowiec
Trochę bardziej zrujnowane ruiny
Lift off!
Przepraszam, czy to gmina Suchowola?
Biebrza
Weź po pijaku wytłumacz gdzie jedziesz...
NAJGORSZY bruk na tej wyprawie
Góra Krzyży
Wasików
Białystok
Jak nie kijem go to pałą
Pawilon pod Orłem
Ogród w Pałacu Branickich
Pałac Branickich w Białymstoku
Kamienie do lapidarium ze środków UE...
Pałac Branickich nocą
Takie DDR to ja rozumiem!
Pomnik Hetmana Stefana Czarnieckiego
Narew w Tykocinie
Zamek w Tykocinie
Będzie dużo dzieci
Patrzą na człowieka z byka
Maszty
Już nawet nie starają się pisać po polsku w Białymstoku
Kościół pw. Wszystkich Świętych na cmentarzu św. Rocha
Kościół pw. Zmartwychwstania Pańskiego
Rondo dla rowerów, cuda...
Cerkiew św. męcz. Pantelejmona
Stadion Jagiellonii
Mam już
Cerkiew w Trześciance
Kościół św. Stanisława Biskupa - Narew
Znalezione obrazy dla zapytania narew cerkiew Cerkiew Podwyższenia Krzyża Pańskiego w Narwi
Ławeczka przed domem - symbol Podlasia
Korki na Podlasiu
Najbardziej parszywa droga na tej wyprawie
Młyn
Cerkiew
Czasem trzeba się trochę wspiąć z rowerem na górę
Bug w Drohiczynie
Przeprowadź konia
Koniec ze Szkopami!
Cukrownia w Sokołowie Podlaskim
Tankowanie tego cuda tanie nie jest
Tego też nie
Stara Wieś - pałac Radziwiłłów
Kościół pw. Narodzenia NMP w Kamionnej
Wysepka z pomnikami
Łochów
Ofiara przemocy
Rozwiąż rebus
Relaksu, relaksu to czas
Ktoś ma fantazję
Mosty też mogą być ładne
PeKiN z @piotreeek
Niby tak blisko do domu, ale... Nic bardziej mylnego
Stadion Narodowy podczas szczytu NATO
Ciekawe co to
Taka temperatura na takiej drodze... To jak... Wiktoria - taka wioska, gdzie droga prowadzi
Dawniej od zboża były inne wiatraki
Zamek w Liwie
Odskocznia od kościołów, pół i zamków
Się będzie kończyć dzień
Takie zachody słońca to ja rozumiem
Polska kościołami stoi - czasem nawet ładnymi
Rower wodny
Cały dzień uciekania przed tęgą ulewą
Czołg = zdjęcie
Samoloty pod PWSZ w Chełmie
Cementownia Chełm
Patrzcie jakie małe są ciężarówki i wagony
Bazylika w Chełmie
Misie przy DDR (było ich znacznie więcej)
Był czas przywyknąć
Do tego też
A to wcale nie jest takie przykre do jazdy
Bastion VII. Nadszaniec w Zamościu
Rynek Zamościa
Synagoga w Zamościu
Pomnik chwały jazdy polskiej
Miejsce Pamięci w Bełżcu
Takie ruiny maja swój rdzawy urok
Most na Sanie w Jarosławiu
Okolice Jarosławia
Pan Ptak
Polska rolnictwem stoi
A tutaj urwałem uchwyt od Sigmy, która wpadła w krzaki
Wait for it...
I to jest zachód słońca co się zowie
Takie cierpienie, to nie cierpienie
Studnia na Rynku w Rzeszowie
Rynek w Rzeszowie
Pałac w Łańcucie
Pałac w Łańcucie
Klasztor OO. Bernardynów w Leżajsku
Trąci wsią ten Pałac Kultury i Nauki
Inscenizacja przejścia granicznego z czasów zaborów
I kto będzie szybszy?
Sandomierz
Bike Equipa Sandomierz
Szaberek aż do bólu brzucha
Na Podkarpaciu to nawet krówki maja rewelacyjne miejscówki
Zamek Krzyżtopór
Zamek Krzyżtopór
Wisła w Annopolu
Coś dla Mireczków
Wiatrak w Szwarszowicach
Halo!
Parafia św. Jana Chrzciciela w Tczowie
Często spotykany obrazek przy drodze
Skoro długa prosta, to ogień!
Przerwa dla chłopaków, a dla mnie czołg!
Zamek w Czersku
Jak się bawić, to się bawić!
Do twarzy mu w moich okularach
Hłe, hłe...
Zamek w Rawie Mazowieckiej
Zamek w Inowłodzu - fajny motyw z krówką i kózkami
Kościół na górce w Inowłodzu
Po kolacji podwieczorek od @WallaceMia
Wiatrołomy w Paradyżu
Na rowerze wtedy jechało się super
Żniwa panie, żniwa
Proszenie...
... baby
Uć
Piotrkowska w Łodzi
Stajnia dla jednorożców
Jak się dobrze przyjrzeć tym panom na środku...
Pabianice
#nieboperfekcjonistow
Kopalnia Bełchatów
Kopalnia z punktu widokowego
Niedługo to ma zostać nawiększym sztucznym jeziorem w Polsce
Radomsko
Ostatni dzień w cholernej ulewie czas zacząć
Korek po wypadku z dachowniem w ulewie
Kapeć, który rozłożył mnie na łopatki i kilka godzin
Z Misiami Patysiami!
Witaj Krakowie!
Omnomnom burgerek na przywitanie miasta
7014km w miesiąc